Dołącz

20 września 2008

Kamil

Dzień 3

20.09.2008 r. – wielki mecz

Krzysiek

Wstaliśmy o godzinie 11 i poszliśmy na śniadanie (oczywiście bardzo smaczne, brawo Niemcy!). Potem pojechaliśmy autobusem na przystanek metra, żeby dotrzeć na stadion. Kibice napływali już dużymi grupami ze wszystkich stron. Kiedy podeszliśmy okazało się, że do otwarcia wejścia mamy jeszcze 40 minut, więc poszliśmy kupić pamiątki. Kiedy już dostaliśmy się na stadion, sprawdzono nam bilety i zajęliśmy swoje miejsca. Mecz zaczął się o godzinie 15:30. Na początku piłkarze trenowali, a wśród nich: Podolski, Schweinsteiger, Toni i inni. Pierwsze dwadzieścia minut meczu było mało ciekawe, ale potem strzelono gola dla przeciwników Bayernu („ O co chodzi?”). Grają dalej, a tu nagle 0:2 („Na pewno?”). Skończyła się pierwsza połowa. Przerwa i piłkarze znowu zaczęli grać. Powiem Wam, że od razu wynik zmienił się na 0:5 około 25 minut przed końcem spotkania (byłem zszokowany, „Bayern się nie popisał”). Nagle ocalenie! Gol! 1:5. Później następny. Jak myślicie, kto strzelił tego ostatniego? Zasmucę Was, nie był to Podolski, ani Toni, tylko: Schweinsteiger. Jak myślicie, czy mecz byłby lepszy, gdyby wygrał Bayern wynikiem 2:0? Ja wolę oglądać mecz, gdzie, mimo iż moja drużyna przegrywa, pada aż 7 goli. Byłem bardzo zadowolony. Później pojechaliśmy metrem zobaczyć jak wygląda Octoberfest Festiwal. Tysiące ludzi, miła atmosfera, wszędzie dużo piwa (z czego nie skorzystaliśmy), ale za to kupiliśmy sporo pamiątek. Wieczorem wróciliśmy do hotelu.

 

Darek

To najważniejszy dzień naszej wyprawy. O godzinie 12 wyruszyliśmy na mecz. Tego samego dnia rozpoczął się w Monachium Octoberfest. Wszędzie były tłumy ludzi, dlatego postanowiliśmy wyruszyć wcześniej, żeby się nie spóźnić. W drodze na stadion zobaczyłem kibiców Bayernu i Werderu, którzy razem szli na mecz. Było to dla mnie miłym zaskoczeniem, że kibice dwóch przeciwnych drużyn nie są do siebie wrogo nastawieni. Mecz rozpoczął się o 15 30, przy pełnych trybunach. Odśpiewałem wspólnie hymn i przyśpiewki zachęcające do gry piłkarzy. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, myślałem, że mi serce wyskoczy. Całkiem zapomniałem o bólu mięśni i kręgosłupa. Kibicowałem swojej drużynie z całych sił. Mojego entuzjazmu nie była w stanie zgasić nawet dość wysoka przegrana. Byłem w Monachium, widziałem piłkarzy Bayernu na własne oczy. Do tej pory to było dla mnie tylko w sferze marzeń. Widziałem siedem strzelonych goli w ciągu tego spotkania. Bayern strzelił tylko dwie bramki, ale czułem tak jakby to były bramki strzelone specjalnie dla mnie. Byłem szczęśliwy. Po zakończonym meczu postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda w Bawarii święto piwa czyli Oktoberfest. W metrze spotkałem kibica Bayernu, z pomocą wolontariusza zaczęliśmy rozmawiać. Dostałem od niego flagę, o której marzyłem. To był dla mnie wielki dzień.

Najnowsze informacje o Fundacji na Twojej skrzynce

autoresponder system powered by FreshMail