Wersja tekstowawersja tekstowaKanał RSSRSS


Zaloguj się




Przypomnij hasło
Rejestracja w systemie


Odwiedź inne strony naszej Fundacji:

Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
Każdy ma swoje Kilimandżaro
Festiwal Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty

Nawigacja: www.biuromłodych.org / Blogi / Z życia wolontariuszy / Kasia i Borys /


17 października

Po dzisiejszych zajęciach miałam mieszane uczucia. Z jednej strony niby wszystko było 
w porządku, ale z drugiej było inaczej niż zwykle…

Borys jak zwykle się ze mną przywitał i po małej przekąsce zaczęliśmy ćwiczenia. Bardzo ładnie grał na organkach – starałam się go nauczyć gdzie są wysokie dźwięki, a gdzie niskie, wielokrotnie powtarzając: „wysoko – nisko”. Chyba mu się podobało, bo spędziliśmy nad instrumentem sporo czasu.

Sprawa zaczęła się komplikować, gdy postawiłam przed Borysem kolorowy makaron i zachęcałam do wrzucania go do odpowiedniego kubeczka. W pewnym momencie chłopiec  jakby się zawiesił i minęło kilka dobrych minut, zanim wrzucił jeden makaron do kubeczka. Zdziwiło mnie to, bo do tej pory wykonywał to ćwiczenie w miarę sprawnie. Kiedy Borys spędzał minuty nad jednym makaronem, obracając go w rączkach, wzięłam jego ręce w swoje i wrzucałam razem z nim makaron. Miałam jednak wrażenie, że chłopiec doskonale wiedział o co chodzi i potrafiłby bez problemu wykonać to zadanie. 

Podobnie było z nakładaniem klocków o różnych kształtach na drewniane słupki. Za pierwszym razem trwało to strasznie długo (mimo, że Borys wykonywał to ćwiczenie wielokrotnie i wiem, że często ćwiczy to z mamą), a kiedy dałam chłopcu te same klocki pod koniec zajęć, zrobił wszystko prawidłowo w niecałą minutę. Zastanawiałam się od czego to zależy. Czasami wydaje mi się, że Borys wie dobrze, co ma zrobić, bo wykonywał dane ćwiczenie już kilka razy, ale z własnej przekory nie robi tego w danym momencie.

Bez problemu zrobiłam z chłopcem Knilla, co bardzo mnie cieszy, bo od dłuższego czasu nam się to nie udawało. Kilka razy bawiliśmy się także w zgadywankę „gdzie jest Borys?” – chłopiec wtedy kręcił się na obrotowym krześle, a ja go w pewnym momencie łapałam i mówiłam: „tu jest Borys”. Chłopiec bardzo to lubi i zwykle głośno się przy tym śmieje. Nasze następne zajęcia już za tydzień.


Wstecz Drukuj pdf Poleć stronę
Brak komentarzy

Data ostatniej aktualizacji: 17.08.2010, godz. 13:01 :: Licznik odwiedzin: 178.125
2003-2010 Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”