Wersja tekstowawersja tekstowaKanał RSSRSS


Zaloguj się




Przypomnij hasło
Rejestracja w systemie


Odwiedź inne strony naszej Fundacji:

Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
Każdy ma swoje Kilimandżaro
Festiwal Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty

Nawigacja: www.biuromłodych.org / Blogi / Z życia wolontariuszy / Kasia i Borys /


16 stycznia

Po miesięcznej przerwie znowu spotkałam się z Borysem. Muszę przyznać, że bardzo mi go brakowało i z radością wróciłam do naszych wspólnych zajęć…

Dzisiaj dużo czasu poświęciliśmy na ćwiczenia ruchowe. Borys bardzo je lubi, a po dłuższej przerwie ułatwiają nam one nawiązanie kontaktu. Tańczyliśmy więc przy dźwiękach muzyki Mozarta, ćwicząc jednocześnie rytm – odpowiednio poruszając się szybciej lub wolniej. Były ćwiczenia z piłką – ja wrzucałam piłkę do tunelu, a Borys na czworakach gonił za nią. Graliśmy także, rzucając piłką do siebie, podczas tego ćwiczenia zauważyłam, jak duże postępy zrobił Borys. Wcześniej, gdy piłka odbiła się gdzieś dalej i Borys stracił ją z oczu, nie chciał już się bawić i nie reagował, kiedy prosiłam, aby jej poszukał. Od jakiegoś czasu nie stanowi to już dla niego problemu i nawet jeśli rzucę piłkę gdzieś dalej, Borys podchodzi do niej i odrzuca do mnie. Sprawia mi to ogromną radość. Od dawna już nie trzeba chłopca zachęcać do tej zabawy – kiedyś musiałam mu wręczać piłkę bezpośrednio do rąk i pokazywać, jak ma do mnie rzucać. Teraz wystarczy, że Borys zobaczy, że trzymam piłkę i sam siada na podłodze, czekając, aż mu ją rzucę. To dla mnie dowód, jak wiele się nauczył przez ten czas...

Jak zwykle wiele czasu poświęciliśmy grze na instrumentach, tym razem były to cymbałki i organki. Z uśmiechem patrzę na to, jak wielką frajdę sprawia ta gra Borysowi. W czasie naszego spotkania, po którymś ćwiczeniu chłopiec sam podszedł do cymbałków i zaczął na nich grać. A jeszcze kilka miesięcy temu to nie było takie oczywiste. Grając, ćwiczymy pięć kolejnych dźwięków gamy, które odpowiadają kolejnym literom z imienia chłopca. Najpierw gram ja, a potem staram się, żeby Borys to powtórzył. Na razie robi to z moją pomocą, ale jestem przekonana, że kiedyś samodzielnie zagra te pięć kolejnych dźwięków. To samo ćwiczymy na organkach. Kiedy przestałam na chwilę grać, chłopiec wziął moją dłoń i przyłożył do klawiszy, co było sygnałem, że chce, abym jeszcze grała. Nie sposób opisać tego, jak bardzo ucieszył mnie ten zwykły gest…

W drugiej godzinie zrobiliśmy Knilla, który pomimo sporej przerwy nie sprawił Borysowi problemu, ćwiczyliśmy wrzucanie kolorowych klocków do odpowiednich pojemników i rozpoznawaliśmy twarze rodziców na zdjęciach. Ostatnie dwa zadania sprawiały chłopcu trudności, dlatego trzeba będzie je systematycznie ćwiczyć. Borys najbardziej nie lubi oglądania zdjęć i muszę go czasem długo do tego przekonywać. 

Na koniec puszczaliśmy bańki, co jak zwykle dostarczyło Borysowi wiele radości. Tym razem połączyliśmy tę czynność z ćwiczeniem nazw gumowych zwierzątek, które dzięki specjalnym lejkom wypuszczały bańki. Najlepsza metoda – połączenie przyjemnego
z pożytecznym :-. Nasze następne spotkanie już za tydzień.

 


Wstecz Drukuj pdf Poleć stronę
Brak komentarzy

Data ostatniej aktualizacji: 17.08.2010, godz. 13:01 :: Licznik odwiedzin: 178.125
2003-2010 Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”